Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
polski serwis internetowy
Artykuł: 10.05.2013

"Srebrne skrzydła"


Buddy Holly

"Dzień, w którym umarła muzyka", tak w amerykańskiej tradycji przyjęło się nazywać datę 3 lutego 1959 r. Właśnie wtedy na pozór niewielka katastrofa lotnicza pochłonęła życia trzech młodych i zdolnych muzyków w okresie ich szczytowej formy twórczej i popularności. Kilka miesięcy przed wypadkiem pionier rock and rolla Buddy Holly rozstał się z zespołem The Crickets, z którym do tej pory nagrywał swoje największe przeboje. Pod koniec stycznia roku '59 planował wyruszyć w trasę koncertową o nazwie "The Winter Dance Party" ("Zimowa potańcówka"), na której potrzeby zwerbował nowych członków zespołu: stawiającego wtenczas pierwsze kroki w świecie wielkiej muzyki Waylona Jenningsa, który miał grać na basie, gitarzystę Tommy'ego Allsupa i Carla Buncha - perkusistę. W celu promocji swoich własnych nagrań, do muzyków w trasie dołączyły się dwie wschodzące gwiazdy rock and rolla- młodziutki Amerykanin meksykańskiego pochodzenia Ritchie Valens, słynny za swój ponadczasowy hit "La Bamba" oraz Jiles Perry "J. P." Richardson, Jr. (znany jako The Big Bopper), autor m.in. utworu "White Lightning", który jeszcze w tym samym roku, nagrany przez piosenkarza country George'a Jonesa stał się wielkim przebojem. Jak na złość szczęście nie uśmiechało się do Holly'ego i jego towarzyszy od samego początku trasy. Przy planowaniu grafiku występów nie wzięto pod uwagę odległości między miastami w których miały się odbywać koncerty, wkrótce więc pojawiły się trudności logistyczne. Muzycy dysponowali jedynie starym autobusem, który nie był przystosowany do trudnych zimowych warunków i zaraz siadło w nim ogrzewanie. W związku z tym większość członków zespołu zmogła grypa, a perkusista Carl Bunch trafił do szpitala z odmrożeniami palców u stóp. Pomimo trudności zdecydowano zastąpić ich dotychczasowy autobus zwykłym autobusem szkolnym i kontynuowano trasę. 2 lutego '59 w ramach trasy muzycy zagrali świetny koncert w sali Surf Ballroom w mieście Clear Lake w stanie Iowa, nie przypuszczając, że dla niektórych z nich będzie to ostatni występ.

Miejsce katastrofy awionetki Holly'ego. Picture: arts-stew.com

Holly miał już na tyle dość autobusów, że na dalszą drogę postanowił wynająć samolot. Czarterowym lotem awionetką Beechcraft Bonanza mieli się dostać do miasta Fargo w Dakocie Płn., gdzie mogli się przygotować do następnego punktu trasy - koncertu w pobliskim Moorhead w stanie Minnesota (mimo położenia w różnych stanach, miasta te praktycznie ocierają się o siebie). Za sterami usiadł 21-letni pilot Roger Peterson. Ritchie Valens wcześniej bał się latać, ale wtedy akurat zależało mu na miejscu w ciepłym i wygodnym samolocie, rzucali więc z Tommy'm Allsupem monetą i wypadło na korzyść Ritchiego. Waylon Jennings miał również lecieć z pozostałymi, lecz w ostatniej chwili zdecydował tłuc się do celu autobusem a swoje miejsce na pokładzie odstąpił Big Bopperowi, który jeszcze nie wydobrzał z grypy. Holly'emu widocznie zależało na towarzystwie Jenningsa, gdyż na wieść o jego rezygnacji z uczestnictwa w locie rzucił Jenningsowi w złości: "Mam nadzieję, że twój stary autobus zamarznie!", a Waylon bezmyślnie odciął się słowami: "A ja mam nadzieję, że twój stary samolot rozbije się"... To z pewnością były słowa wypowiedziane w złą godzinę, które prześladowały Jenningsa przez całe życie. Krótko po starcie awionetka rozbiła się w okolicach Clear Lake zabijając wszystkich na pokładzie. Jako przyczynę katastrofy podano błąd pilota i złe warunki pogodowe, co razem zaowocowało niemożnością prawidłowej oceny wysokości przez pilota. Cały kraj był wstrząśniętego na wiadomość o utracie kilku tak znakomitych i popularnych muzyków w tym samym czasie.

Patsy Cline

Ale niestety nie był to jedyny przypadek, kiedy w przestworzach życie straciły osoby tak ważne dla muzyki country i rock and roll. 5 marca bieżącego roku obchodziliśmy 40. już rocznicę katastrofy lotniczej, która przyniosła śmierć Patsy Cline w okresie jej największej świetności. Na pokładzie tego samego samolotu znajdowali się Cowboy Copas i inna gwiazda Opry - Hawkshaw Hawkins. Muzycy wracali awionetką Piper Comanche do Nashville z Kansas City, gdzie występem uczcili pamięć tragicznie zmarłego disc jokeya. Samolot rozbił się w lesie w pobliżu Camden, w stanie Tennessee. Nikt z obecnych na pokładzie nie przeżył. Przyjaciele Patsy wspominali później, że w latach 1962 - 1963 dzieliła się z nimi swoim przeczuciem rychłej śmierci. Rok później, w 1964 znany artysta country Jim Reeves sam pilotował awionetkę Beechcraft.

Jim Reeves

Na pokładzie znajdował się jeszcze jego menadżer a zarazem pianista w jego zespole, Dean Manuel. Podczas przelotu nad Brentwood w Tennessee rozpętała się potężna burza z piorunami. Podobnie jak pilot Buddy'ego Holly'ego, Reeves, z powodu fatalnych warunków pogodowych zatracił poczucie wysokości. Pilot próbował jeszcze się ratować lecąc nad drogą do najbliższego lotniska, jednak spowodowało to, że wleciał w jeszcze większy deszcz. W dodatku jego działania spowodowały, że prędkość samolotu za bardzo spadła i maszyna stanęła w powietrzu. Samolot rozbił się o godzinie 4:52 po południu 31 lipca 1964 r.

Jednak wypadki lotnicze to nie jedyny związek muzyki country ze sferą awiacji. Temat samolotów przewijał się także w tekstach utworów wielkich sław country. Nie sposób nie wspomnieć tutaj pięknego utworu Merle'a Haggarda "Silver Wings" ("Srebrne Skrzydła"), który od czasu wydania na albumie "A Portrait Of Merle Haggard" w 1969 r. od razu stał się ponadczasowym hitem tego artysty.



W refrenie utworu słyszymy:

"Silver wings Shining in the sunlight Roaring engines Headed somewhere in flight They're taking you away And leaving me lonely Silver wings Slowly fading out of sight"
Co w wolnym tłumaczeniu brzmiałoby mniej więcej:

"Srebrne skrzydła Błyszczące w świetle słońca Wyjące silniki Zmierzają gdzieś w locie One zabierają cię I zostawiają mnie samotnego Srebrne skrzydła Powoli znikają mi z oczu"
Myślę, że piosenkę można potraktować jako swego rodzaju hołd dla artystów, którzy zginęli w katastrofach lotniczych.

John Denver

I na koniec tego artykułu chciałbym przytoczyć postać Johna Denvera, o którym śmiało można powiedzieć, że wyśpiewał sobie sposób śmierci. Mianowicie jego pierwszym ogólnoświatowym przebojem, który błyskawicznie rozkręcił jego karierę była piosenka "Leavin' on a Jet Plane". Utwór ten, wielokrotnie później coverowany przez gwiazdy różnych gatunków muzyki, został napisany przez Denvera w 1966 r. Utwór opowiada historię o młodym chłopaku, który wsiada na pokład odrzutowca, który ma zabrać go na wojnę. Żołnierz nie może rozstać się ze swoją ukochaną i obiecuje jej miłość i pamięć niezależnie od miejsca, w jakim się znajdzie. Tytuł utworu tłumaczy się więc jako "Odlatuję odrzutowcem", jednak można by go też przetłumaczyć "Odchodzę na pokładzie odrzutowca". W dodatku w pełnym refrenie padają słowa:

"Cause I'm leavin' on a jet plane Don't know when I'll be back again Oh baby, I hate to go"
"Bo odlatuję na pokładzie odrzutowca I nie wiem, kiedy wrócę O kochanie, ja tak nie chcę odchodzić"


Pasją artysty było latanie. 12 października 1997 r. po nieudanym manewrze lądowania na lotnisku w Pacific Grove w Kalifornii, awionetka Rutan Long-EZ, którą Denver sam pilotował rozbiła się na Ocenie Spokojnym u wybrzeży Kalifornii. Tak jak powiedziano w piosence, John Denver odszedł na zawsze na pokładzie swojego samolotu.

KK
Pamięci Stanisława Gachowskiego...
Copyright: Krzysztof Kuldanek (c) 2013